Tanio kupię/sprzedam – Zamek Książąt Pomorskich cz. 01

Marek Koszur
Autor Marek Koszur
5 min lektury

Pytanie jest albo bardzo proste, albo wręcz karkołomne.
Odpowiedź na nie bywa oczywista. Albo… albo…

No właśnie.

Może powinienem jednak zacząć od pytania, a nie od komentarza, który ono natychmiast prowokuje.

Po co nam Zamek Książąt Pomorskich?

Wolą Państwo inną wersję?

Czy mamy w ogóle pomysł na Zamek Książąt Pomorskich?

Albo jeszcze inaczej:
czy administrujący nim samorząd Pomorza Zachodniego posiada coś w rodzaju „prawa jazdy”, potwierdzającego, że podmiot finansujący działalność Zamku umie się tym „narzędziem” posługiwać?

Bo czymże w istocie jest Zamek?

Jest przede wszystkim maszynką do zarabiania pieniędzy. Ale czy używaną w tym chwalebnym celu? Nawet Mauzoleum Lenina na siebie zarabia. A nasz Zamek?
Jest skarbcem wiedzy i platformą prezentacji oraz… oraz

O — znów zacięcie. Takie właśnie są te słowa. Ładne, pojemne, ale jak próbujesz ułożyć je w sens – rozpadają się niczym koraliki z zerwanego sznurka.

Wracamy więc do punktu wyjścia:
czemu Zamek ma służyć i jak tę funkcję faktycznie spełnia?

Czym różni się dziś od Klubu 13 Muz albo Willi Lentza?
Dla utrudnienia dorzucę jeszcze Teatr Letni i Skwer Waleriana Pawłowskiego.

Twierdzę, że od zawsze mieliśmy problem z określeniem nieksiążęcej roli Zamku.

Ósmy numer miesięcznika TVSiódemka dotyka tych kwestii — ale żadnej nie rozstrzyga.
Przekonuje natomiast, że utrzymywanie kolejnej platformy do prezentacji „obowiązkowych” wystaw, imprez, a przede wszystkim udostępniania zamkowych komnat na wydarzenia objazdowe, powinno być funkcją uzupełniającą, nie główną.

Jeśli tak często — no właśnie: jak często? — odwołujemy się do tradycji Gryfitów, to w praktyce nie dajemy temu gołosłowiu najmniejszego potwierdzenia.

Kilka dni temu natknąłem się na nowy wystrój korytarza wyjściowego piłkarzy Pogoni.
Także niedawno objeżdżałem monumentalny fresk związany z tym klubem, wymalowany na ogromnej powierzchni murów podtrzymujących wzniesienie przy ulicy Floriana Krygiera.

Podobnych murali jest w mieście wiele. Będzie więcej.

Gdyby Marsjanie wylądowali w Szczecinie i — na podstawie tych arcydzieł naściennych — mieli scharakteryzować miasto, wysłaliby w kosmos jednoznaczną depeszę:
to stolica piłki kopanej. Mają co prawda jakąś wiekową budowlę, w którą pakują ponad setkę milionów złotych, ale ludzi tego miasta „kręcą” przede wszystkim kolorowe obrazy na ścianach i murach!

Te murale są jak monstrualne ołtarze.
Czekam, kiedy zaczną się pod nimi gromadzić wierni.

Tu mała podpowiedź dla kurii biskupiej:
panowie — chcecie poprawić sytuację Kościoła?
Proszę bardzo. Pomysł gotowy.

Ale wróćmy do Zamku.

Nie mamy pomysłu, jak uczynić z tego obiektu pomorską mekkę tożsamościową.
Albo ten zamek rzeczywiście rekonstruujemy — przywracamy mu książęcy sens i ciężar — albo zrezygnujmy z samej nazwy „zamek”.

Niech to będzie Centrum Wszystkiego i Niczego.
Kto pamięta, że przez lata był tu Wojewódzki Dom Kultury? Czym był? Spełniał oczekiwania mieszkańców? No…

Na stronie Archiwum Państwowego w Szczecinie można znaleźć dokumentację tej instytucji oraz następujący opis:

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie
Jest to instytucja kulturalna powstała 1 kwietnia 1992 r. z przekształcenia dotychczasowego Wojewódzkiego Domu Kultury, działającego od 1960 r. W latach 1956–1960 istniał Wojewódzki Ośrodek Instrukcyjno-Metodyczny. W ramach Zamku funkcjonują m.in. Biuro Wystaw Artystycznych, Muzeum Zamkowe, Agencja Imprez Artystycznych (Teatr „Krypta”, Piwnica „Krypta”), Ośrodek Edukacji Kulturalnej, kino „Zamek”. Do 1998 r. Zamek podlegał wojewodzie szczecińskiemu, od 1999 r. jest samorządową instytucją kultury podległą Urzędowi Marszałkowskiemu. Prowadzi wielokierunkową działalność w zakresie wspierania twórczości artystycznej, upowszechniania kultury i sztuki oraz bada, dokumentuje i popularyzuje dzieje Zamku i książąt pomorskich…

Jedno trzeba oddać Dobremu Stwórcy: słowa mu się udały.
A właściwie — ich podstawowa cecha: pojemność.

To ostatnie zdanie: prowadzi wielokierunkową działalność… Wszystko można nazwać, jak się chce.
Niekoniecznie zgodnie ze stanem faktycznym. A raczej efektem.

Ciekawe… Gdyby tak Zamek wystawić na sprzedaż. Znalazłby się kupiec? 

CDN

Czy to miejsce spełnia wszelkie wymogi uznania go za Centrum? Ale czego? Czy kojarzy się ono mieszkańcom miasta z czymś wyjątkowym, „swojskim”, naszym, szczecińskim?

W słowach – tak – bo słowa są tu wielkie. ALE CZY ONE MAJĄ SWOJA TOŻSAMOŚCIOWĄ WAGĘ?

Proszę udostępnić ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *