– o murach, tożsamości i naszych własnych lękach
Mury nie pamiętają same z siebie
Nie wystarczy, że kamień jest stary, a mur potężny. Samo wzniesienie budowli nie gwarantuje wiecznej pamięci o niej. Budowle żyją dopiero wtedy, gdy wpisują się w ludzkie losy — historie, pasje, idee, dramaty i legendy. Te muszą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Więc mury jako takie są jedynie pretekstem, taką kołyską – kamienną! – pamięci. Neuschwanstein nie byłby bajką Bawarii bez fantazji i planów króla Ludwika II, a Bran Castle nie stałby się ikoną grozy bez legendarnego Vlada „Drakuli”. To ludzie nadają murom sens; bez postaci, bez opowieści, mury są jedynie cegłami.
- – o murach, tożsamości i naszych własnych lękach
- Mury nie pamiętają same z siebie
- Zamek jako jarmark: „byle się działo”
- Bez sita, bez kapituły, bez prestiżu: płacimy każdemu
- Od Barnima III do „Światowego Dnia Kota”
- Pusty teatr przypadkowych inicjatyw — od 80 lat
- Zamek bez Białej Damy: siedlisko tchórzostwa i ucieczki od tożsamości
- Osiemdziesiąt lat odbudowy i amnezji
- Pułapka myślowa: oddać Zamek potomkom Gryfitów?
- „Misiaczek” i bawialnia dla niemowląt w murach rezydencji
- Gryfy rozdawane „za zasługi” i „Gryf bez piór”
- Pomorze pocięte urzędniczo: Zachodnie i „Przedpomorze”
- Czy nie pora odrzucić, przede wszystkim w myśleniu, ten absurdalny, polityczny, administracyjny podział? Czy nie najwyższy czas, aby Zamek stał się znów inspiracją dla całego Pomorza? Stał się jego kulturową stolicą? Żeby był programowany w swojej działalności i misji przez ludzi kompetentnych i mądrych, znających dzieje Pomorza i rozumiejących sens przywracania tej ziemi jej wielowiekowej pamięci?
- Instytucje-mary: przykład Szczecińskiego Towarzystwa Kultury
- KRS, finansowanie i „małość nicości”
- Metoda eliminacji i urzędnicze międlenie
- Kolejna „ściana”: nie ma z kim realizować idei
- I tu dochodzimy do sedna: nie jest problemem brak instytucji — problemem jest ich bezsilność. Można mieć statut, KRS i misję — ale jeśli środki, ludzie i pomysł na kulturę właściwie znikają, to organizacja staje się marą.
- Młodzi nie znają tego słowa? To tradycyjny przedmiot do noszenia wody (najczęściej wiader) na ramionach. Był to drewniany, wygięty pałąk zakładany na kark, z haczykami na końcach. Regionalnie nazywane też szuńdy, sądy, pydy czy jarzemka. Wodę noszono w wiadrach, cebrach lub w drewnianej putni, zawieszanych po obu końcach koromysła.
- Pomorski Transgraniczny Konwent Seniorów
- Tu nie idzie o dyskusje, lecz o przywrócenie tożsamości, o kontynuację pamięci i kształt kultury regionalnej, która odnosi się do jednej historii Gryfitów. Zapomnijmy o granicy administracyjnej. Ona już dawno zarosła zielskiem i zabliźniła przeorane, wielokilometrowe pasy graniczne. Tożsamość Pomorza we współczesnej, spójnej narracji. Oto cel.
Zamek jako jarmark: „byle się działo”
Podobnie Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie — renesansowa rezydencja Gryfitów, siedziba książąt pomorskich, która przez wieki była sceną dziejowych rozgrywek i symbolem lokalnej władzy — dziś często przypomina raczej odpustowy jarmark wydarzeń i imprez. Zjeżdżają tu z całej Polski kuglarze i artyści, ale także wielkie osobowości i autorytety. Każdy pokazuje to, co ma: lepsze lub gorsze, z sensem lub bez. Byle się działo. A gospodarze? Oni tym ruchem zawiadują. Tego wpuszczą, tamtego przepędzą… Proszę? Oczywiście, że żartuję.
Bez sita, bez kapituły, bez prestiżu: płacimy każdemu
• Nie istnieje coś takiego jak rada programowa, jak kapituła dbania o prestiż, jak loża koneserów – a więc metoda, system, sito odrzucające zwykłą komercję, chałtury i pseudo-sztukę. My mamy gest. My płacimy każdemu. Nieważne – ile. Nikt nas z tych wydatków nie rozlicza, bo każdy można opisać jako (…) i tak dalej. Przykładem – w poprzednim wpisie – uzasadnienie nabycia rzeźb pewnego artysty. Bo jego rodzinie zależało na tym, aby prace znalazły się w Szczecinie. No, skoro rodzinie zależało, to – bardzo proszę. Ile? Sto tysięcy? Sto pięćdziesiąt?
Od Barnima III do „Światowego Dnia Kota”
A Zamek to przede wszystkim historia Pomorza: począwszy od Barnima III, poprzez kolejne fale przebudów, aż po dziś — kiedy jednym z wyrafinowanych pomysłów uzasadniających istnienie Zamku jest organizowany wkrótce „Światowy Dzień Kota”. A niech was gęś kopnie! Ponad sto milionów na remont budowli, żeby w jej murach zajmować się podwórkowymi akcjami?
Pusty teatr przypadkowych inicjatyw — od 80 lat
Zamek, który powinien być stołecznym miejscem dla całego Pomorza, staje się pustym teatrem przypadkowych inicjatyw.
Ale tak jest od osiemdziesięciu lat! Bywało lepiej, bywało gorzej, ale nigdy – dobrze. Gębę sobie tylko Gryfem wycieramy. Ale żadnego przed nim respektu nie czujmy.


Zamek bez Białej Damy: siedlisko tchórzostwa i ucieczki od tożsamości
Bo Zamek, nie dość, że nie ma swojej Białej Damy, nie ma duchów i ukrytych skarbów, to jeszcze jest siedliskiem naszego tchórzostwa. Od dawna nie przyznajemy się do pomorskiej tożsamości. Nie przejawiamy potrzeby przypisania do tradycji rodowej. Jesteśmy Znikąd. Więc – o co idzie? Co to w ogóle jest ta tożsamość? Gryf naszym herbem? Co to jest ten herb? Czemu służy? To jakaś „cepelia”? Najbardziej na słowa te oburzą się ci, którzy gryfa i Gryfitów przywołują codziennie, ale nic w sprawie kultywowania pomorskich tradycji nie robią.
Osiemdziesiąt lat odbudowy i amnezji
Osiemdziesiąt lat! Osiemdziesiąt lat odbudowy, skrawków badań, kilkanaście wystaw, tyleż publikacji, które — choć istniały — nie pozostawiły po sobie trwałej pamięci ani kontynuacji w pamięci mieszkańców miasta. W jakich nakładach je opublikowano? Gdzie były dostępne, jak je promowano? Latawiec ma dłuższy żywot niż wieloletnie badania badaczy. Sobie a muzom państwo te dzieła piszą!
Wszystko, co związane z gryfem i Gryfitami, przepadło w lokalnej amnezji, jakbyśmy cofnęli się do punktu zero. Gdyby nie kibice, mielibyśmy naprawdę kłopot, by znaleźć gryfa w miejskiej szarości. Ot, wczoraj zjeżdżam serpentynowym fragmentem Gontyny. I co? Po prawej stronie ciąg garaży odmalowany na „pomorsko”: Gryf i Pogoń. Wiosną krzaki się zazielenią i mural zniknie. Na szczęście. Ale z drugiej strony… po rękach całować tych malarzy. Gdyby nie oni, naprawdę, nikt w Szczecinie nie upomniałby się o Gryfitów.
Pułapka myślowa: oddać Zamek potomkom Gryfitów?
Zadaję więc pytanie, które może wydawać się prowokacyjne: czy nie powinniśmy oddać zarządzania Zamkiem komuś, kto naprawdę czuje jego znaczenie – potomkom Gryfitów? Tak, to pułapka myślowa, może bardziej symboliczna niż praktyczna, ale właśnie dlatego, że nie mamy realnego „ducha” Zamku — może ktoś z zewnątrz, ktoś, kto faktycznie wierzy w duchy (szczególnie zamkowe), mógłby go ożywić? Ktoś, kto zamkową administrację zaprogramuje, wyzwoli ją z roli kuli bilardowej, dziś puszczonej bez celu i zamiaru.
„Misiaczek” i bawialnia dla niemowląt w murach rezydencji
Kolejny przykład? „Misiaczek” – spektakl teatralny dla dzieci od 18. miesiąca do 6 lat. Dzieci po dwadzieścia, dorośli po trzydzieści złotych. Już widzę te matki, goniące z „językiem wywalonym na brodę”, jak pędzą z wózkami, w których rozwrzeszczane bachory nie mogą doczekać się przedstawienia. Taki brzdąc nie doje, nie dopije, pieluchy nie zmieni, ale bez teatru na Zamku się nie obejdzie.
Zamek Książąt Pomorskich jest najlepszym miejscem w Szczecinie na bawialnię dla niemowląt.
Gryfy rozdawane „za zasługi” i „Gryf bez piór”
Ostatnio w zamku rozdawano Gryfy. Temu, który za takie inicjatywy wręcza tak kompromitowane odznaczenia, przyznałbym „Gryfa bez piór”. Z obowiązkiem noszenia go codziennie i wszędzie. Jak u rosyjskiego generała. (Już im podobno ordery na plecach wieszają, bo innego miejsca nie uświadczysz).
Pomorze pocięte urzędniczo: Zachodnie i „Przedpomorze”
Jak powiedzieliśmy – Zamek był siedzibą książąt pomorskich. Władców Pomorza. Całego. Dziś tę historyczną krainę podzielili urzędnicy: na Pomorze Zachodnie, a po drugiej stronie na Przedpomorze. (Ciekawa jest etymologia i dzieje tej nazwy, ale o tej kwestii – przy kolejnej okazji).
Czy nie pora odrzucić, przede wszystkim w myśleniu, ten absurdalny, polityczny, administracyjny podział? Czy nie najwyższy czas, aby Zamek stał się znów inspiracją dla całego Pomorza? Stał się jego kulturową stolicą? Żeby był programowany w swojej działalności i misji przez ludzi kompetentnych i mądrych, znających dzieje Pomorza i rozumiejących sens przywracania tej ziemi jej wielowiekowej pamięci?
Kto miałby się tą sprawą zająć?
Instytucje-mary: przykład Szczecińskiego Towarzystwa Kultury
Nawet jeśli u nas powołano organizacje, stowarzyszenia, kluby i towarzystwa — one wszystkie często są marą swoich własnych nazw. Weźmy chociaż Szczecińskie Towarzystwo Kultury, organizację zarejestrowaną w KRS jako stowarzyszenie wspierające kulturę regionalną. Czytam i cytuję:
Misją towarzystwa jest upowszechnianie kultury regionalnej oraz historii regionu poprzez: działalność wydawniczą, konkursy wiedzy o regionie, konkursy pamiętnikarskie, działalność wystawienniczą twórczości malarskiej, rzeźbiarskiej, rękodzieła artystycznego, popularyzację zabytkowej architektury Pomorza Zachodniego oraz promowanie regionalnych twórców. Towarzystwo organizuje ponad 20 wystaw rocznie w klubach i galeriach, a także prowadzi warsztaty artystyczne dla dzieci i młodzieży.
I sprawdzam.
Towarzystwo ma siedzibę w Zamku. Ma biuro, urzędników, prezesa. To szanowany obywatel. Na papierze misja imponuje, w rzeczywistości — czy działa? Portale i strony Towarzystwa – milczą. Przypadkowe wpisy, raz, dwa razy w roku. Tu zmiana internetowego adresu, tam zmiana nastroju. A środki finansowe, jakimi ta organizacja dysponuje i obraca – warta czapki śliwek, ale w cenach sprzed półwiecza. Za to nazwa? Wręcz uskrzydla.
KRS, finansowanie i „małość nicości”
Zaglądam do KRS. Czytam, kto finansuje i rozlicza Towarzystwo? Szczecińskie Towarzystwo Kultury (STK) jest stowarzyszeniem, którego działalność finansowana jest z kilku źródeł, łączących środki publiczne z dotacjami celowymi na konkretne projekty. Główne źródła finansowania działalności STK to:
Dotacje i granty z Urzędu Miasta Szczecin: Stowarzyszenie pozyskuje środki w ramach otwartych konkursów ofert na realizację zadań publicznych w zakresie kultury i sztuki. Miasto Szczecin jest głównym partnerem instytucjonalnym dla większości szczecińskich NGO-sów kulturalnych.
Fundusze celowe (Krajowy Plan Odbudowy/Ministerstwo Kultury): Szczecińskie instytucje i stowarzyszenia (w tym często STK) korzystają z dofinansowań przyznawanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w tym środków z KPO na projekty kulturalne.
Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki: Organizacja ta jest wymieniana jako źródło dofinansowania projektów (od 6 tys. euro).
Środki własne i darowizny: Wpływy ze składek członkowskich, darowizn oraz 1% podatku (KRS 0000319612).
Sprawozdanie za 2024 poraża „małością nicości”. Nic nie rozumiem? Muszę sprawdzić, czy organizacja żyje?
Metoda eliminacji i urzędnicze międlenie
Temat urodził się tak niespodziewanie, na marginesie głównego wątku tego felietonu, a więc idei uczynienia z Zamku centrum kulturowego i kulturalnego CAŁEGO POMORZA.
Nie, nie zwariowałem. Działam metodą eliminacji. Nic, żaden z dotychczasowych pomysłów nie sprawdził się w praktyce. Swoją drogą – żadnego pomysłu nie znalazłem. Natrafiłem na pustosłowie ubarwiane na najwyższych rejestrach urzędniczego międlenia. Dziś w Polsce można każdą bzdurą uzasadnić i „rozliczyć” każdy wydatek. Tak jak zakup wspomnianych rzeźb dla Zamku. Koniec. Pieniądze wypłacone, wola artysty spełniona, a my mamy… kłopot. Więc – pora na inne sposoby ożywienia Zamku.
Lub – bądźmy wreszcie uczciwi – odrzućmy całą tę gryfową bajlandię!
Przyznajmy się do zaprzaństwa. Ok. Nie wyszło, chcieliśmy dobrze. Gryfomanii nie wskrzesimy. Nie jest ona nam do niczego potrzebna. Zróbmy z zamku ekskluzywną galerię birbancką. Gryfici wymarli – my żyjemy! Po milionie za metr kwadratowy. Wstęp tylko w nocy, na golasa, broń Boże – na trzeźwo. No, idźmy na całość. Nikt mi nie powie, że czytając poprzednie zdanie ciśnienie mu nie podskoczyło. Tak, to jest nasz/wasz żywioł. W nim się spełnić możemy w całości. Otwieram protokół wniosków do regulaminu Zamku w nowej jego odsłonie. Im bardziej zwariowana propozycja i niedorzeczna, tym cenniejsza i wyżej notowana.
Made in Szczecin!
Kolejna „ściana”: nie ma z kim realizować idei
I tak dochodzimy znów do kolejnej „ściany”. Nawet jeśli pojawi się idea lub pomysł – nie ma z kim jej realizować. Jak to możliwe, że Szczecińskie Towarzystwo Kultury stało się marą? Jestem zszokowany. Z drugiej strony…
Nic bardziej komicznego nie ma niż stan, w którym szukamy czegoś, czego nigdy nie mieliśmy, i właśnie to coś – zgubiliśmy. Takie cuda możliwe tylko w Szczecinie.
I tu dochodzimy do sedna: nie jest problemem brak instytucji — problemem jest ich bezsilność. Można mieć statut, KRS i misję — ale jeśli środki, ludzie i pomysł na kulturę właściwie znikają, to organizacja staje się marą.
A więc wracamy do pytania, które dręczy każdego, kto chce zamkowe mury ożywić sensem, a nie przypadkową treścią – powtarzam – niekiedy na wysokim poziomie, prezentowaną przez obieżyświatów: skoro nie ma siły, która podjęłaby się zebrania autorytetów – historyków, filozofów, religioznawców, działaczy gospodarczych, animatorów kultury – po co te instytucje w ogóle istnieją? Bez nich Zamek pozostaje pięknym zabytkiem, ale bez ducha i narracji, jakbyśmy starali się przynieść wodę bez koromysła.
Młodzi nie znają tego słowa? To tradycyjny przedmiot do noszenia wody (najczęściej wiader) na ramionach. Był to drewniany, wygięty pałąk zakładany na kark, z haczykami na końcach. Regionalnie nazywane też szuńdy, sądy, pydy czy jarzemka. Wodę noszono w wiadrach, cebrach lub w drewnianej putni, zawieszanych po obu końcach koromysła.
Oto przykład, jak giną, odchodzą elementy naszej cywilizacji. Że to ramoty i klamoty? Tak, nie mogą równać się z smartfonem. Ale bez ceberka czy wymborka nie byłoby układów scalonych.
Pomorski Transgraniczny Konwent Seniorów
Wnioskuję zwołanie Pomorskiego Transgranicznego Konwentu Seniorów. A tymi seniorami są ludzie obdarzeni autorytetem. Ludzie, którzy potrafią spojrzeć na dziedzictwo szerzej niż konkursy grantowe czy sezonowe wystawy.
Tu nie idzie o dyskusje, lecz o przywrócenie tożsamości, o kontynuację pamięci i kształt kultury regionalnej, która odnosi się do jednej historii Gryfitów. Zapomnijmy o granicy administracyjnej. Ona już dawno zarosła zielskiem i zabliźniła przeorane, wielokilometrowe pasy graniczne. Tożsamość Pomorza we współczesnej, spójnej narracji. Oto cel.
Jedno zastrzeżenie – ani jednego polityka! Im dedykuję ten światowy dzień kotów. To jest właściwa arena na ich, trwające cały rok, marcowe gody.
W kolejnym odcinku – KTO, personalnie kto powinien zająć się, zainicjować sanację Gryfitów.
PS Aby przywrócić emocjonalną równowagę po tak emocjonalnym tekście – kilka „cudnych” ujęć Zamku w bajkowej scenerii i ledowej aranżacji, typowej dla Gryfitów. Swoją drogą – błagam – więcej pokory. Proszę tego kogoś, kto kazał wymyślić takie „cudeńka” skierować do innej, równie ważnej i zaszczytnej pracy.


