TVSiódemka 11-12/2025

Wybierz wersję wydania

Tak było…

Już chyba nie ma nikogo wśród moich bliskich, kto pamięta ostatnią wojnę. Brat właśnie telefonował. Zaprasza na urodziny. Porozmawiamy o wojnie… Ale co mógł z radości majowego zwycięstwa zapamiętać, skoro miał wtedy niespełna roczek? Porozmawiamy więc o nalewce z pigwy.

Ja natomiast od pewnego czasu obserwuję, że im bardziej oddalam się od tematyki wojennej, tym bardziej ona przebija się w różnych postaciach na pierwszy plan.

Wczoraj kolejny raz wyjąłem z półki książkę, którą kilkanaście lat temu otrzymałem w prezencie. Dlaczego ofiarował mi ją ktoś, kto doskonale znał moje upodobania, zamiłowania, pasje i zainteresowania? „Piękno i smutek wojny” Petera Englunda. Brałem ten tom do ręki wiele razy i odkładałem na półkę, nie przewracając nawet stron. Tylko nie wojna!

Latem ubiegłego roku, robiąc pospieszne zakupy przed zamknięciem sklepu, zauważyłem w koszu z przecenionymi książkami „Naszą wojnę” Włodzimierza Borodzieja i Macieja Górnego. W aucie, przy lampce nad kierownicą, odczytałem jeden akapit. Jeden wystarczył, by książka powędrowała na półkę. Dziś leży na stole. Strona 239…

Konflikty polsko-ukraińsko-żydowskie w Galicji Wschodniej splotły się ze szpiegomanią wojskowych w węzeł, który nieraz trudno było rozplątać. Wojsko korzystało z usług samozwańczych informatorów, którzy bez skrępowania rzucali na sąsiadów podejrzenia o współpracę z wrogiem. Aresztowanych przetrzymywano i transportowano w prowizorycznych warunkach. Gapie mijani po drodze byli na ogół wrogo nastawieni do „zdrajców ojczyzny” i dawali temu wyraz.

Jeden z najtragiczniejszych transportów podejrzanych o moskalofilię zakończył się we wrześniu 1914 roku w oblężonym Przemyślu. Helena z Seifertów Jabłońska relacjonowała go z drugiej ręki w swoich zapiskach. Około piątej po południu pędzono na kolej czterdzieści sześć osób, wśród nich siedem kobiet. Jedna z młodych kobiet wyciągnęła rewolwer i zastrzeliła dragona.

Rzucono się na wszystkich. Bito ich szablami, siekierami, kijami i pięściami. Nadeszli robotnicy z kłodami drewna i miażdżono nimi ludzi tak, że mózgi płatami obryzgały przechodniów, a krew tryskała na mury i ludzi przypatrujących się. Pozostały bryły drgającego mięsa.

Ot, jedna z wielu lokalnych sytuacji. Nie obiegła ta masakra świata. Nie wywarła wrażenia. Bo niby jak? Groza wojny była tylko na odległość wyciągniętej ręki, zbrojnej w kij czy siekierę.

W czasie I wojny światowej nie było w powszechnym użyciu telefonów ani radia, o telewizji nie wspominając. Ludzie nic nie wiedzieli i nie słyszeli, póki wojna znienacka nie stanęła u ich drzwi.

Ten brak wiedzy o tym, co się dzieje, w mojej wyobraźni urasta do koszmaru. Jak sobie ówcześni ludzie z tym radzili? Nie mam pojęcia.

Świat był tak duży, jak wzrok pozwalał go ogarnąć, a słuch wysłyszeć.

Czytaj dalej…

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o „TVSiódemka 11-12/2025”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *